Wszystko zaczyna się w głowie, a tam jeszcze nie poukładałam sobie, jak się okazało wielu rzeczy. Może mentalnie jestem grubaską i sabotuję, wszystko co ma doprowadzić do szczupłej, pięknej sylwetki? Pewnie Freud uknułby jakąś niezmiernie interesującą tezę, jednak póki co nie planuje wizyty u psychoanalityka.
Jednego, czego chciałabym uniknąć to powtarzania tych samych błędów. Robienia tego samego co zawsze, a co doprowadza prędzej czy później do porażki i dziwienia się, że znowu się nie udało ...

Piekielnie trudno jest powiedzieć sobie - ok, nie udało się, pracowałam ciężko, ale w którymś momencie zawaliłam i cały mój wysiłek poszedł na marne i jest to tylko i wyłącznie moja wina. I zacząć wszystko od początku ... Do k^&* nędzy!
W tamtym roku udało mi się schudnąć 12 kg. Ważyłam w początkowym okresie 96 kg (styczeń 2012), najmniejsza moja waga to 84 kg (lipiec 2012).
Teraz jak bumerang kilogramy wróciły i ważę 96,5 kg. Nikt mi nie musi mówić ... niezły słoń ze mnie.
Czuję, że zrobiłam pierwszy krok ku zmianie.
Poniżej film z wykładu TED Jacka Walkiewicza, który niesamowicie mnie zainspirował.
Podziwiam Cię, że masz odwagę przyznać się do porażki, wrócić do bloga.
OdpowiedzUsuńCo do tego co wymyśliłby Papcio Freud to myślę, że zdecydowanie odchudzanie zaczyna się w głowie. I paradoksalnie- trzeba myśleć jak osoba szczupła, żeby osiągnąć sukces w odchudzaniu. Nie jest to łatwe, ale przede wszystkim trzeba być dla siebie dobrym. Karmić się świadomie, zatroszczyć się o swoje ciało. Odchudzanie to nie walka, to zaopiekowanie się sobą, swoim ciałem...
Masz 100% racji :) Dlatego teraz chce również popracować nad sobą w środku :)
OdpowiedzUsuńpowodzenia!!!
OdpowiedzUsuń